Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Pan od przyrody - Analiza i interpretacja

Podmiot liryczny wspomina z nostalgią nauczyciela przyrody. Choć nie potrafi sobie przypomnieć jego twarzy, pamięta inne szczegóły wyglądu nauczyciela – że był wysoki, nosił złoty łańcuszek, popielaty surdut i krawat. We wspomnieniach tych bowiem nie chodzi o wygląd ale o wartości, które pedagog zaszczepił w sercach swoich uczniów.

Dzięki niemu pokochali przyrodę na tyle, że wspominają go nawet teraz, gdy są dorośli. Potrafił ich zaciekawić życiem pantofelka, nazywał poszczególne ziarna, a nawet pokazał, jak kiełkuje kasztan, co podmiot liryczny kwituje humorystycznym:
„w dziesiątym roku życia
zostałem ojcem
gdy po napiętym oczekiwaniu
z kasztana zanurzonego w wodzie
ukazał się żółty kiełek
i wszystko rozśpiewało się
wokoło”.
Nauczyciel sprawił, że dzieci potrafiły dostrzegać cuda przyrody, potrafiły cieszyć się z pozornie błahych rzeczy.

Z dalszych wspomnień podmiotu lirycznego wynika, że nauczyciel zginął w drugim roku wojny:
„w drugim roku wojny
zabili pana od przyrody
łobuzy od historii”.

Brak tu opisów okrucieństwa wojny i tragizmu śmierci. Oprawcy zostali nazwani łobuzami, co wpisuje się w słownictwo używane w szkole przez nauczycieli a jednocześnie jest eufemizmem, gdyż nie nazywa po imieniu bezwzględnych oprawców, którzy prócz nauczyciela zamordowali jeszcze kilka milion osób. Choć w całym wierszu nie pojawia się ani jedna wzmianka o okrucieństwach wojny, utwór traktuje właśnie o wojnie. To ona zabrała uczniom dzieciństwo i ukochanego nauczyciela. Podmiot liryczny postrzega śmierć w kategoriach dziecka. Nie zastanawia się nad jej bezsensem i niesprawiedliwością ale rozważa, dokąd mógł pójść nauczyciel po śmierci.

Śmierć nie jest końcem, tylko początkiem czegoś innego. Jeśli pan od przyrody poszedł do nieba, to jawi się podmiotowo lirycznemu, z racji wykonywanego zawodu i umiłowania przyrody, niczym chodzący:
„ na długich promieniach
odzianych w szare pończochy
z ogromną siatką
i zieloną skrzynią
wesoło dyndającą z tyłu”.
Jeśli zaś nie poszedł do nieba, to został na ziemi, tyle, że w innym wcieleniu – jako żuczek. Dlatego właśnie, kiedy tylko podmiot liryczny spotyka na leśnej dróżce żuczka, z szacunku i miłości do nauczyciela podchodzi, kłania mu się, mówi „- dzień dobry panie profesorze, pozwoli pan że panu pomogę” i przenosi go delikatnie.